Locations of visitors to this page

www.flickr.com
This is a Flickr badge showing public photos from moli516. Make your own badge here.

Blog > Komentarze do wpisu
Carrantouhill czyli Irlandia z samej góry ...

O tym, żeby tam wejść myślałem już jakiś czas temu. Wypadło na ostatni weekend czerwca 2008.

Przygotowania to głównie szlak, droga, mapy ... Szlaki na Carrantouhill są w sumie trzy:

Wybrałem ten ostatni - przy opcji minimum zdobywa się dwa (z trzech) irlandzkie tysięczniki. Przy opcji maximum - korona EIRE jest to zdobycia. Pierwotnie miałem iść sam ale ... w kupie zawsze raźniej i kompan na szczyt Irlandii znalazł się na jednym z internetowych portali dla społeczności z PRL w IRL. Wyruszyliśmy z Dublina o 5 rano. Na miejsce gdzie zaczyna sie szlak dojechaliśmy w okolicach 10:00. Przebranie w buty górskie, kurtki, spodnie itp i o 10:15 wyruszyliśmy na szlak.

Szlak to pojęcie względne. Bo nie ma ocznaczeń takich jak w Polsce przykładowo. Oznakowane są "komercyjne" szlaki jak Wicklow Way czy też Kerry Way. O oznaczeniach szlaku na Carrantouhill można zapomnieć. Wyjść jest kilka:

  • Idzie się na czuja (mapa, kompas, GPS)
  • Można się do kogoś podczepić
  • Śledzić wydeptane "ścieżki" i podążać za nimi

Wybraliśmy pierwszą metodę. Kiedy zaczynaliśmy widoczność nie była zła ale góry, szczyty były ukryte w chmurach. W GPSie miałem zapisane pozycje geograficzne dla szczytu Cahar 1004m i Carrantouhill-a 1040 bo właśnie tak prowadziła nas "szlak". Kiedy wdrapaliśmy się na ok. 400m npm widoczność zaczynała się pogarszać z każdym metrem do góry. Dokładność wysokości na jakiej się znajdowaliśmy jak również odlegość do celu wskazywał nam dzipies. Garmin 60CSX. W granicach 500m-600m npm widoczność spadła do 10-20 metrów. Zrobiło się wietrznie i mokro. Czasem zacinał drobny deszcz. O wyjęciu lustrzanki z plecka nie było mowy bo raz, że warunki były fatalne a dwa to wilgotność zabijała każdy sprzęt nie przystosowany do takich klimatów. Moja komórka dwa dni do siebie dochodziła.

Na szczęście miałem starego, dobrego, wysłużonego soniacza i kilka zdjęć zrobił zanim sie ... zepsuł ....

Kryzys miałem. Podczas podejścia na Caher. Trzeci szczyt Irlandii - 1004m npm (oficialnie i wg GPS-a)! A podejście co to dało mi w kość miało 500m do góry po kamieniach, śliskich na dodatek. Chciałem wracać, rezygnować. Pewnie gdybym szedł sam tak by się stało. Ale obecność kolego na szlaku ze mną dawała otuchy. Kiedy zdobyliśmy Caher do głównego celu naszej wspinaczki pozostało wg GPSa 1200m. Widoczność bez zmian. Z jednej strony dobrze .... bo nie widać przepaści jaką mamy po lewej stronie a z drugiej strony no szkoda, bo widoki przednie ....

Tak wygląda Caher ze szczytu Carrantouhill-a

(photo by JohnFinn )

Widać jak idzie się z Cahar-a na Carantula. Wszytsko pięknie jak jest taka widoczność. Widzi się gdzie się idzie i gdzie sie spadnie jak coś. A przy 10-20 metrach widoczności w szarych chmurach, gdzie nie widać ścieżki i idzie się na czuja nie jest już tak kolorowo. Ale dresczyk emocji jest. W drodze między szczytami nie padało i nie wiało też przez cały czas. Jedna gdzieś w połowie drogi było coś co nazwałem "jaskinią diabła" bo takie podmuchy wiatru jak tam były to nogi nam się trzęsły. Szczególnie po akcji kiedy wiatr przewrócił mojego kompana na skały! Było blado. Na całe szczęście był to dość krótki odcinek drogi.

Dochodząc do Carrantouhill-a przez Caher w pewnym momencie droga nasza łączyła się z innym podejsciem na najwyższą górę na Wyspie.Devil's Ladder Route jest ponoć najpopularniejszym szlakiem na Carantula. Podczas gdy przez Cahar szliśmy sami całą drogę, przy spotakniu szlaków napotkaliśmy istny tłum ...

Organizowany był jakiś maraton czy coś w tym rodzaju. Na zdjęcie przy krzyżu na Carrantouhill trzeba było czekać w kolejce ...

Tak, Carrantouhill zdobyty. Według map 1040m npm, mój GPS pokazał 1048 oczywiśćie plus minus granica błędu ale tak właśnie pokazał. Nie wchodziłem na krzyż jak coś :)

Na szczycie szybka herbatka zrobiona na turystycznej butli mojego kolegi i jazda powrotna. Szybko się wyziębiłem na szczycie. Dlatego trzeba było się ruszać. Życie uratowała mi kurtka mojej żony co to wziąłem przezornie. Może nie sama kurtka, a kaptur, którego w mojej brak. Spodnie z gore-texu również dały radę. Buty? W sumie spoko ale na śliskich kamieniach nie ma mocnych. Kilka razy było blisko upadku. Przydał mi się kijek trekingowy pożyczony od mojego kompana, który miał dwa i jedny się ze mną podzielił. Nie wyobrażam sobie tej drogi bez kijka, który słuzył za trzecią nogę bez kitu. Dlatego właśnie kijek lub dwa znalazły już się na liście zakupów.

Droga powrotna odsłoniła nam nieco widoczków na okolice ....

a tak to wyglądało jak chciałem zrobić zdjęcie ... w dół jak coś 600m bez spadochronu - ciała się nie szuka w tych górach

(zdjęcie zrobione przez kompana wyprawy)

Cała trasa zajęła nam 6h. Czyli tyle ile podaje Irlandzki odpowiednik TOPRu (Kerry Rescue Team). Nie atakowaliśmy trzeciego tysięcznika. Na warunki jakie były, brak przygotowania kondycyjnego, jednym słowem daliśmy sobie spokój. Ale plan jest na przyszłość bo już wiemy co i jak i gdzie.

(photo by JohnFinn )

Oto 3 irlandzkie tysięczniki - od lewej Cahar (zdobyty) , w środku Carrantouhill (zdobyty) i od prawej Beenkeragh (do zdobycia następnym razem)

Na dole już przy aucie przebieranko w suche ciuchy. Wszystko było mokre od potu. Kawa na kuchence i jazda do Killarney na pole namiotowe. A następnego dnia pogoda była taka:

Nacieszyliśmy oczy widokami z Parku Narodowego Killarney i okolicy Gap of Dunloe.

To tyle w temacie.

 

 

poniedziałek, 30 czerwca 2008, moli516
Komentarze
2008/07/02 11:01:48
Łaaa, zazdroszczę takiej wyprawy! :D
Piękne zdjęcia.
-
Gość: szalony, 089-101-089128.ntlworld.ie
2009/06/28 22:32:28
planuje w najblizszym czasie rozpocząć ekspedycje w góry ,ogrody i zamki już nie ciesza a trzeba czymś sie zająć.Pozdrawiam